- Czy zginąłeś?

Bałem się, że zechce mnie dobić, odpowiedziałem więc, że zginąłem. Po chwili odezwał się ten sam głos:

- Czy jest czyściec na tamtym świecie? Ponieważ cierpiałem niewypowiedziane boleści, odrzekłem przeto, że jest i że już się w nim znajduję. Następnie, zdaje mi się, straciłem przytomność.

Tu przerwałem Suarezowi i zapytałem go, czy była tego wieczora burza.

- Bez wątpienia - odpowiedział - grzmiało, błyskało się i być może dlatego Busqueros pomylił się w oknach.

- Co słyszę - zawołałem zdziwiony - to jest więc nasza dusza czyśćcowa! nasz biedny Aguilar!

To mówiąc wybiegłem jak strzała na ulicę. Dzień zaczynał świtać, nająłem dwa muły i czym prędzej pośpieszyłem do klasztoru kamedułów. Znalazłem kawalera Toledo leżącego krzyżem przed świętym obrazem. Położyłem się obok niego, a ponieważ u kamedułów nie wolno głośno mówić, na ucho opowiedziałem mu pokrótce całą historię Suareza. Zrazu słowa moje nie wywarły nań na pozór żadnego wrażenia, wnet jednak dostrzegłem, że się uśmiecha. Nachylił mi się do ucha i rzekł:

- Kochany Avarito, jak ci się zdaje, czy żona oidora Uscariza kocha mnie i czy jest jeszcze wierna?

- Niezawodnie - odpowiedziałem - ale cicho, nie gorszmy tych zacnych pustelników. Módl się senor jak zazwyczaj, ja zaś tymczasem pójdę powiedzieć, że skończyliśmy już naszą pokutę.

Przeor, usłyszawszy, że kawaler pragnie wrócić do świata, pożegnał go, niemniej jednak chwaląc jego pobożność.

Jak tylko wydobyliśmy się z klasztoru, kawaler natychmiast odzyskał dawną wesołość. Opowiadałem mu o Busquorze; powiedział mi na to, że go zna i że jest to szlachcic z orszaku księcia Arcos, uchodzący za najnieznośniejszego człowieka w całym Madrycie.

Gdy to Cygan mówił, jeden z jogo podwładnych przyszedł zdawać mu sprawę z dziennych czynności i już go więcej tego dnia nie ujrzeliśmy.

  WQJKKQM WQYBYXM WQGJJXM WJQZKZM WQBKBZM