Landolfo, nie wiedząc, na kim wywrzeć swoją wściekłość, pobiegł do matki, aby jej naubliżać. Biedna kobieta właśnie siadała z córką do wieczerzy i widząc wchodzącego syna, zapytała, czy dziś Bianka przyjdzie do stołu.

- Oby mogła przyjść - krzyknął Landolfo - i zaprowadzić cię do piekła razem z twoim bratem i całą rodziną Zampich!

Nieszczęśliwa matka padła na kolana wołając:

- Wielki Boże, przebacz mu jego bluźnierstwa!

W tej chwili drzwi otwarły się z łoskotem i ujrzano wchodzące straszliwe widmo, pokryte ranami od sztyletu, w którym jednak nie można było nie rozpoznać trupa Bianki.

Matka i siostra Landolfa zaczęły się żarliwie modlić i Bóg udzielił im łaski, że zniosły ten okropny widok, nie umarłszy ze strachu.

Widmo zbliżyło się wolnymi kroki i zasiadło do stolu, jak gdyby chciało wieczerzać. Landolfo z odwagą, jaką samo tylko piekło mogło go natchnąć, podsunął mu półmisek. Widmo otworzyło tak wielką paszczę, że głowa zdawała mu się łupać na dwoje, i zionęło czerwonym płomieniem; następnie wyciągnęło osmolona rękę, wzięło kawałek, połknęło go i wnet usłyszano, jak spadał pod stół. Tym sposobem pożarło cały półmisek, ale wszystkie kawałki upadały pod stół. Wtedy, zwracając straszliwe oczy na Landolfa, rzekło:

  WQZYGKM WQYJYYM WQKVXXM WJZGYKM WJVKZZM