Dzień czterdziesty

Obudziłem się wcześnie i wyszedłem...
Obudziłem się wcześnie i wyszedłem z namiotu, aby ochłodzić się świeżym powietrzem poranku. Velasquez i Rebeka wyszli w tymże samym celu.

Zwróciliśmy nasze kroki ku drodze dla przekonania się, czy nie przejeżdżają nią jacy podróżni. Przyszedłszy do wąwozu, wijącego się między dwiema skałami, postanowiliśmy usiąść.

Niebawem spostrzegliśmy karawanę, która zbliżała się ku wąwozowi i przeciągała o pięćdziesiąt stóp pod skałami, na których się znajdowaliśmy. Im bardziej podróżni ci ku nam się zbliżali, tym większą obudzali w nas ciekawość. Czterech Indian otwierało pochód. Za całe odzienie mieli długie koszule obszyte koronkami. Słomiane kapelusze z pękami piór okrywały ich głowy. Wszyscy czterej uzbrojeni byli w długie strzelby. Dalej postępowało stado wigoni; na każdym z nich siedziała małpa. Potem na dzielnych koniach ciągnął orszak Murzynów, dobrze uzbrojonych. Za nimi jechało dwóch mężczyzn w podeszłym wieku, na przepysznych rumakach andaluzyjskich. Obaj starcy owinięci byli w płaszcze z błękitnego aksamitu, na których wyhaftowano krzyże Calatravy. Za nimi ośmiu wyspiarzy moluckich niosło chiński palankin, w którym siedziała młoda kobieta w bogatym hiszpańskim stroju. Młody człowiek na dziarskim rumaku wdzięcznie galopował przy drzwiczkach jej palankinu.

Gry komputerowe - Republika Czeska   WQJBBQM WQYZZVM WQVKQJM WJJQQZM WQPJYBM