Dworzanin, który postępuje za lektyką, to don Alvar Massa Gordo, pierwszy kuchmistrz, a raczej marszałek dworu hrabiego. Obok niego kroczą pasztetnik Lemada i cukiernik Lecho.
- Dziękuję ci, senor - rzekłem - mówisz mi daleko więcej, niż chciałem wiedzieć.
- Nareszcie - dodał - tym, który zamyka pochód i ma zaszczyt mówić z tobą, jest don Gonzalw de Hierro Sangre, szlachcic peruwiański, wywodzący się od Pizarrów i Almagrów i dziedzic ich męstwa.
Podziękowałem znakomitemu Peruwianinowi i złączyłem się z moim towarzystwem, któremu powtórzyłem zebrane wiadomości. Wróciliśmy do obozu i powiedzieliśmy naczelnikowi Cyganów, że spotkaliśmy jego małego Lonzeta i córkę owej pięknej Elwiry, której miejsce zajmował niegdyś przy wicekrólu. Cygan odrzekł nam, iż wie, że od dawna mieli oni zamiar opuścić Amerykę: przeszłego miesiąca wylądowali w Kadyksie, wyjechali stamtąd w zeszłym tygodniu i przepędzili dwie noce nad brzegiem Gwadalkwiwiru, niedaleko szubienicy braci Zota, gdzie znaleźli młodą dziewczynę między dwoma wisielcami.
Następnie dodał:
- Zdaje mi się, że ta młoda dziewczyna nie ma żadnego związku z Gomelezami; ja w każdym razie zupełnie jej nie znam.
- Jak to - zawołałem zdziwiony - ta dziewczyna nie jest narzędziem Gomelezów, a jednak znaleziono ją pod szubienicą? Miałyżby te harce piekielnych duchów być prawdziwe?
- Kto wie, może się nie mylisz - odparł Cygan.
- Trzeba by koniecznie - rzekła Rebeka - przez kilka dni zatrzymać tu tych podróżnych.
- Myślałem już o tym - odpowiedział Cygan - i tej jeszcze nocy każę im skraść połowę ich wigoni.