Dzień czterdziesty pierwszy

Taki sposób zatrzymywania podróżnych...
Taki sposób zatrzymywania podróżnych wydał mi się nieco dziwacznym, chciałem nawet przedłożyć w tym względzie naczelnikowi pewne moje uwagi; ale Cygan o wschodzie słońca kazał zwinąć obóz i poznałem po głosie, jakim wydawał rozkazy, że rady moje pozostałyby bez skutku.

Tym razem posunęliśmy się tylko o kilka staj, do miejsca, które musiało było niegdyś ulec trzęsieniu ziemi, gdyż spostrzegliśmy ogromną skalę prawie na dwoje rozłupaną. Zjedliśmy obiad, po czym każdy odszedł do swego namiotu.

Nad wieczorem udałem się do naczelnika, posłyszałem bowiem w jego namiocie nadzwyczajną wrzawę. Zastałem tam dwóch Amerykanów i potomka Pizarrów, który z wyniosłą natarczywością dopominał się o oddanie mu wigoni. Naczelnik słuchał go cierpliwie, a pokora ta ośmieliła senora de Hierro Sangre tak, że jeszcze głośniej zaczął wrzeszczeć, nie szczędząc Cy-ganowi przydomków łotra, złodzieja, rozbójnika i tym podobnych. Natenczas naczelnik gwizdnął przeraźliwie i namiot zaczął stopniowo napełniać się uzbrojonymi Cyganami. W miarę jak ich było coraz więcej, senor de Hierro Sangre coraz bardziej spuszczał z tonu. wreszcie tak zaczął drżeć, że zaledwie można było dosłyszeć, co mówi. Naczelnik widząc, że się uspokoił, podał mu przyjaźnie rękę i rzekł:

  WQXPXZM WQVJBJM WQYKVXM WQBPVBM WJJZXQM