Toledo usłyszał ostatnie moje słowa, wszedł więc z lekarzem, który zalecił choremu przede wszystkim spoczynek, przepisał mu chłodzące napoje i obiecawszy powrócić wieczorem, oddalił się. Po chwili drzwi otworzyły się i ujrzeliśmy wchodzącego Busquera.
- Brawo! - zawołał - wyśmienicie, nasz chory, jak widzę, jest dziś daleko zdrowszy! Tym lepiej, wkrótce bowiem będziemy musieli rozwinąć całą naszą działalność. W mieście rozchodzi się pogłoska, że córka bankiera w tych dniach wychodzi za mąż za księcia Santa Maura. Niech sobie gadają, co chcą;
zobaczymy, kto postawi na swoim. Spotkałem właśnie w gospodzie Pod Złotym Jeleniem dworzanina z orszaku księcia i dałem mu lekko uczuć, że nie mieli tu po co przyjeżdżać.
- Bez wątpienia - przerwał Toledo - i ja mniemam, że senor Lopez nie powinien tracić nadziei, atoli w takim razie pragnąłbym, abyś waszeć nie mieszał się do niczego.
Kawaler wyrzekł te słowa z przyciskiem. Don Roque snadź nie śmiał mu nic odpowiedzieć; zauważyłem tylko, że z przyjemnością spogląda na Toleda, żegnającego się z Suarezem.
- Piękne słówka do niczego nas nie doprowadzą - rzekł don Roque, gdyśmy zostali sami - tu trzeba działać, i to jak najśpieszniej.
Gdy natręt domawiał tych słów, usłyszałem stukanie do drzwi. Domyśliłem się, że to pani Avalos, szepnąłem więc do ucha Suarezowi, aby wyprawił Busquera tylnymi drzwiami, ale ten oburzył się na te słowa i rzekł: