Moreno przejrzał wszystkie tomy, bacznie im się po kolei przypatrzył i rzekł:

- Chętnie podejmę się druku tego dzieła, ale musisz, don Diego, skrócić je do 25 tomów.

- Zostaw mnie w spokoju - odparł Hervas z najgłębszym oburzeniem - zostaw mnie, wracaj do twego sklepu i drukuj ramoty romansowe lub głupio--uczone, które wstydem okrywają Hiszpanię. Zostaw mnie z moim piaskiem w pęcherzu i moim geniuszem, o którym gdyby się ludzkość mogła dowiedzieć, byłaby mnie otoczyła czcią i poszanowanym. Ale te-raz niczego już nie wymagam od ludzi, a tym mniej od księgarzy. Zostaw mnie w spokoju!

Moreno odszedł, Hervas zaś wpadł w najczarniejszą melancholię. Ciągle miał przed oczyma swoje sto tomów, dzieci jego geniuszu, poczęte z rozkoszą, wydane na świat z bólem, choć nie bez przyjemności, a teraz tonące w falach zapomnienia. Widział, że zmarnował całe życie i zniszczył byt swój w teraźniejszości i przyszłości. Wtedy to umysł jego, wyćwiczony w przenikaniu tajemnic przyrody, na nieszczęście zwrócił się do zgłębiania przepaści nieszczęść ludzkich i Hervas, przemierzając tę głębię, odkrywał wszędzie zło, prócz złego nic więcej nie widział, zawołał więc w duchu:

- Stwórco złego, kimże jesteś? Hervas sam przeląkł się tej myśli i postanowił rozważyć, czy zło, aby istnieć, musiało zostać stworzone. Następnie z szerszego punktu widzenia jął zastanawiać się nad tą zagadką. Zwrócił się do sił przyrody i przypisał materii energię, która zdawała mu się wszystko tłumaczyć bez potrzeby uznania Stwórcy.

  WJZKBBM WJJJYYM WQBBKJM WQYVXQM WQVJPKM