Po tych słowach nieznajomy wyciągnął szufladę, dobył z niej puginał i dodał:
- Spójrz na to narzędzie: jego zakończenie, uformowane na kształt oliwki, przechodzi w szpic cieńszy od włosa. Zatknij je za pas. Żegnam cię młodzieńcze, nie zapominaj o prawdziwym twym przyjacielu, don Belialu de Gehenna. Jeżeli będziesz mnie potrzebował, przyjdź o północy na most na Manzanaresie, klaśnij trzy razy w dłonie, a natychmiast ujrzysz karę rumaki. Zaczekaj, zapomniałem o najważniejszej rzeczy. Oto masz drugą kiesę, może będziesz potrzebował złota.
Podziękowałem wspaniałomyślnemu don Belialowi, dosiadłem karego rumaka, Murzyn jakiś wsiadł na drugiego i przybyliśmy do mostu, gdzie trzeba było się rozłączyć.
Powróciłem do mego mieszkania. Ległem na łóżku i zasnąłem, ale straszliwe sny mną miotały. Wsunąłem puginał pod poduszkę; zdawało mi się, że stamtąd wychodzi i zapuszcza się w sam środek mego serca. Widziałem także don Krzysztofa, porywającego mi sprzed nosa moje trzy piękności.
Nazajutrz ponury smutek mną owładnął i obecność dwojga dziewcząt nie mogła go rozproszyć. Starania ich, ażeby mnie rozweselić, odniosły wprost przeciwny skutek i pieszczoty moje stały się mniej niewinne. Zostawszy sam, chwytałem za puginał i groziłem nim don Krzysztofowi, którego, zdawało mi się, ciągle widzę przed sobą.