O północy poszedłem na most i klasnąłem trzy razy w dłonie; zjawiły się karę rumaki, wskoczyłem na mojego i popędziłem za przewodnikiem aż do domu don Beliala. Drzwi same się otworzyły, mój opiekun wyszedł mi naprzeciw, wprowadził mnie do tej samej komnaty i rzekł głosem nieco szyderskim:
- Cóż, mój młody przyjacielu, morderstwo się nam nie udało? Nie zważaj na to, chęć stanie za uczynek. Zresztą pomyśleliśmy już o uwolnieniu cię od natrętnego współzawodnika. Doniesiono władzom, że wydawał tajemnice stanu, został więc wrzucony do tego samego więzienia, gdzie przebywa ojciec pani Santarez. Teraz od ciebie zależy umieć korzystać z twego szczęścia lepiej, niżeli to dotychczas czyniłeś. Przyjm w darze ode mnie to pudełko, znajdują się w nim cukierki nadzwyczajnych przymiotów, poczęstuj nimi twoje gospodynie i sam zjedz kilka.
Wziąłem pudełko, które roznosiło nader przyjemną woń, i rzekłem do don Beliala:
- Nic wiem, co senor nazywasz korzystaniem ze szczęścia. Byłbym potworem, gdybym chciał nadużyć zaufania matki i niewinności jej córek. Nie jestem tak przewrotny, jak senor sądzisz.
- Sądzę - odparł don Belial - że nie jesteś ani lepszy, ani gorszy od reszty dzieci Adama. Zwykle ludzie mają skrupuły przed popełnieniem zbrodni, a po jej dokonaniu doświadczają wyrzutów sumienia. myśląc, że dzięki temu zdołają utrzymać się na drodze cnoty. Oszczędziliby sobie tych nieprzyjemnych uczuć, gdyby chcieli sobie wytłumaczyć, co to jest cnota. Uważają cnotę za wartość idealną, której istnienie przyjmują bez zastanowienia, a przez to samo pomieszczają ją w liczbie przesądów, które, jak wiesz, są zdaniami nie popartymi poprzednim zgłębieniem rzeczy.