Dzień pięćdziesiąty trzeci
Nazajutrz stary naczelnik...
Nazajutrz stary naczelnik, powtarzając słowa Busquera, tak dalej mówił:
DALSZY CIĄG HISTORII POTĘPIONEGO PIELGRZYMA
Łatwo zrozumiałem, że widzę przed sobą jednego z dwunastu grzeszników, których miałem nawrócić na drogę zbawienia. Starałem się pozyskać jego zaufanie. Zamiar mój powiódł mi się w zupełności i gdy nieznajomy przekonał się, że nie ciekawość wyłącznie Miną powoduje, pewnego dnia, ulegając moim prośbom, w te słowa zaczął opowiadać swoje przygody:
HISTORIA KOMANDORA TORALVY
Wstąpiłem do zakonu maltańskiego, nie wyszedłszy jeszcze z lat dziecinnych, zapisano mnie bowiem do służby jako pazia. Opiekunowie, jakich miałem u dworu, wyjednali dla mnie w dwudziestym piątym roku dowództwo galery, wielki mistrz zaś, rozdając w rok później urzędy, powierzył mi najlepszą komandorię Aragonii. Mogłem więc i dziś jeszcze mogę ubiegać się o najpierwsze godności w zakonie; ale ponieważ dopiero w późnym wieku można je osiągnąć i ponieważ tymczasem nic nie miałem do czynienia, poszedłem więc za przykładem naszych baillich, którzy może powinni mi byli lepszy nastręczyć. jednym słowem, oddałem się miłostkom. Wprawdzie wtedy już uważałem je za grzech, ale obym był nigdy większego nie popełnił. Ten, który dziś ciąży mi na sumieniu, wyniknął z karygodnej porywczości. która sprawiła, że obraziłem to, co w naszej wierze jest najświętsze. Z przestrachem budzę w sobie te wspomnienia, ale niepotrzebnie je przedwcześnie wywołuję.