W nocy z piątku na sobotę nagle obudziłem się i gdy spojrzałem dokoła, zdało mi się, że nie znajduje się w swoim pokoju, ale leżę na bruku w Ciasnej Uliczce. Zdziwiłem się niepomału, gdy ujrzałem wyraźnie komandora opartego o mur. Widmo zdawało się dobywać nadprzyrodzonych sił i rzekło:
- Zanieś moją szpadę do Tete-Foulque i każ zmówić za moją duszę sto mszy w kaplicy zamkowej.
Zaledwie usłyszałem te słowa, gdy wpadłem w sen letargiczny. Nazajutrz obudziłem .się w moim pokoju i w moim łóżku, ale zachowałem Jak najdokładniej wspomnienie mego widzenia.
Następnej nocy kazałem służącemu spać w moim pokoju i nic nie widziałem. Przez cały tydzień byłem spokojny, ale w nocy z piątku na sobotę znowu miałem to samo widzenie, z tą różnicą, że służący mój leżał na bruku o kilka kroków ode mnie. Widmo komandora pokazało mi się a powtórzyło te same słowa.
Odtąd co piątek widziałem to samo zjawisko. Służący mój śnił, że leży w Ciasnej Uliczce, ale poza tym nie widział ani nie słyszał komandora.
Z początku nie wiedziałem, co to za Tete-Foulque, dokąd, według żądania komandora, miałem zanieść jego szpadę. Kawalerowie z Poitou powiedzieli mi, że jest to zamek położony o trzy mile od Poitiers, śród lasu, że opowiadano o nim w kraju wiele nadzwyczajnych rzeczy i że chodzono tam dla oglądania niektórych ciekawych przedmiotów, jak na przykład zbroi Foulque'a Taillefer i broni pozabijanych przez niego rycerzy, że nareszcie, według zwyczaju przyjętego w rodzinie Foulequere, składano tam broń, która służyła jej członkom bądź w bitwach, bądź też w pojedynkach. Wszystko to mocno mnie zajęło, musiałem jednak pomyśleć wprzódy o moim sumieniu.