Na tym komandor Toralva skończył swoją opowieść, albo raczej Pielgrzym Potępiony, który rozpowiedziawszy ją Cornadezowi, tymi słowy ciągnął dalej własne przygody:

Komandor Toralva był człowiekiem pobożnym, chociaż zgwałcił święte zasady religii, pojedynkując się z przeciwnikiem, któremu nie pozwolił nawet porachować się z sumieniem. Łatwo przekonałem go, że jeżeli rzeczywiście pragnie uwolnić się od nagabywań szatana, powinien zwiedzić święte miejsca, w których grzesznicy zawsze znajdują pociechę i łaskę.

Toralva posłuchał mojej rady i razem zwiedziliśmy cudowne miejsca w Hiszpanii. Następnie udaliśmy się do Włoch. Byliśmy w Loreto i w Rzymie. Wielki spowiednik udzielił mu nie tylko warunkowego, ale i ogólnego rozgrzeszenia, do którego dodał odpust papieski. Toralva, zupełnie wyzwolony, odjechał na Maltę, ja zaś przybyłem do Madrytu, a stamtąd do Salamanki.

Gdy cię ujrzałem, spostrzegłem na twoim czole znak potępienia i została mi objawiona cała twoja historia. Hrabia de Peńa Flor w istocie miał zamiar zbałamucić i uwieść wszystkie kobiety, ale dotąd żadnej jeszcze nie uwiódł i nie zbałamucił. Ponieważ grzeszył tylko myślą, dusza jego nie była jeszcze w niebezpieczeństwie; od dwóch lat jednak zaniedbał obowiązki religii i właśnie miał im zadośćuczynić, gdy ty kazałeś go zamordować, albo raczej przyczyniłeś się do jego śmierci. Oto jest przyczyna, dla której widmo cię prześladuje. Jeden jest tylko sposób odzyskania spokoju. Musisz pójść za przykładem komandora. Ja posłużę ci za przewodnika, od tego bowiem i moje własne zbawienie zależy.

Comadez dał się przekonać. Zwiedził cudowne miejsca w Hiszpanii, następnie udał się do Włoch i dwa lata zeszło mu na tej pielgrzymce. Pani Cornadez przepędziła ten czas w Madrycie, gdzie osiedliły się jej matka i siostra.

Wróciwszy do Salamanki, Comadez znalazł dom swój w jak najlepszym porządku. Żona jego, piękniejsza niż kiedykolwiek, okazywała mu wiele słodyczy. W dwa miesiące później pojechała jeszcze raz do Madrytu w odwiedziny do matki i siostry, po czym wróciła do Salamanki i na stałe już w niej pozostała, zwłaszcza gdy księciu Arcos powierzono ambasadę w Londynie.

Tu kawaler Toledo zabrał glos i rzekł:

- Senor Busqueros, nie myślę darować ci dalszego ciągu; stanowczo muszę dowiedzieć się, co ostatecznie stało się z panią Comadez?

- Owdowiała - odparł Busqueros - po czym znowu wyszła za mąż i odtąd jak najprzykładniej się prowadzi. Ale co widzę? Oto właśnie i ona, zmierza w tę stronę i jeżeli się nie mylę, idzie prosto do twojego domu.

- Co mówisz? - zawołał Toledo - ależ to pani Uscariz. Ach, niegodziwa! Wmówiła we mnie, że jestem pierwszym jej kochankiem, ale sowicie mi za to zapłaci.

Kawaler, pragnąc zostać sam na sam ze swoją kochanką, czym prędzej nas od siebie wyprawił.

  WJVBVBM WQPBYVM WJZZJJM WQKJYGM WQGVJZM