Obie kobiety wprowadziły się. jak tylko mieszkanie było wolne, i nazajutrz mój ojciec, wyszedłszy na balkon, oczarowany był ich widokiem. Swoim zwyczajem powiedział im dzień dobry, one zaś odkłoniły mu się, jak można najwdzięczniej. Niespodzianka ta sprawiła mu niewypowiedzianą przyjemność, wszelako oddalił się do swego pokoju, co też i obie kobiety wkrótce uczyniły.

Wymiana wzajemnych grzeczności trwała tylko tydzień, po którego upływie ojciec mój odkrył w pokoju panny Cimiento jakiś przedmiot, który do najwyższego stopnia zaostrzył jego ciekawość. Była to mała szklana szafa, napełniona słoikami i flaszkami kryształowymi. Jedne z nich zdawały się zawierać jaskrawe farby, jak gdyby do barwienia, drugie piasek złoty, srebrny i błękitny, inne nareszcie lakier złotawy. Szafa stała tuż przy oknie. Panna Cimiento. odziana w lekki staniczek, przychodziła to po jedną, to po drugą flaszkę i alabastrowym ramieniem zdawała się zaćmiewać świetne barwy, jakie dobywała z szafy. Co jednak z nimi poczynała, tego mój ojciec nie mógł odgadnąć, nie mając zaś zwyczaju nigdy o nic się pytać, wolał raczej pozostać w nieświadomości.

Pewnego dnia panna Cimiento usiadła przy oknie i zaczęła pisać. Atrament był za gęsty; dolała doń wody i tak go rozrzedziła, ze zrobił się do niczego. Mój ojciec, idąc za popędem wrodzonej mu grzeczności. napełnił flaszkę atramentem i posłał ją sąsiadce. Służąca wraz z podziękowaniem przyniosła mu pudełko z kartonu, zawierające dwanaście lasek laku rozmaitej barwy; każdą laskę zdobiły napisy lub godła nader misternie wykończone.

  WJXJGBM WJQZVYM WQBKPYM WQYBPQM WQGJXQM