Ojciec nareszcie dowiedział się, czym trudni się panna Cimiento. Praca ta, podobna do jego zajęcia, była niejako ostatecznym dopełnieniem zatrudnienia, jakiemu się oddawał. Wydoskonalenie fabrykacji laku, według zdania prawdziwych znawców, wyżej jeszcze było doprowadzone aniżeli atramentu. Ojciec, pełen podziwu, wystrzygł kopertę, zaadresował ją swoim doskonałym atramentem i zapieczętował nowym lakiem. Pieczęć odbiła się wyśmienicie. Położył kopertę na stole i długo się w nią wpatrywał.

Wieczorem poszedł do księgarza Moreno, gdzie zastał jakiegoś nie znanego mu człowieka, który przyniósł podobne pudełko z tyluż laskami laku. Obecni wzięli się do próbowania i nie mogli się dość nachwalić doskonałości wyrobu. Mój ojciec przepędził tam cały wieczór, w nocy zaś marzył tylko o laku.

Nazajutrz z rana oddał sąsiadkom zwykło pozdrowienie: chciał nawet więcej powiedzieć, otworzył usta, ale nic nie rzekł i odszedł do swego pokoju, wszelako tak usiadł, żeby móc dokładnie widzieć, co się dzieje u panny Cimiento. Służąca okurzała sprzęty, piękna zaś bratanica za pomocą powiększającego szkła śledziła najlżejsze źdźbła pyłu, a kiedy udało jej się jakie wynaleźć, kazała sprzątać powtórnie. Ojciec, niesłychanie przywiązany do porządku, widząc to samo upodobanie w sąsiadce, powziął ku niej szczególniejszy szacunek.

  WJKQZVM WJJGBBM WQPXVZM WQYQJPM WQKGBXM