Mówiłem wam, że głównym zajęciem mego ojca było palenie cygar i rachowanie przechodniów lub dachówek pałacu księcia Alby; wszelako odtąd nic poświęcał już, jak przedtem, całych godzin tej rozrywce, zaledwie kilka minut przy niej wysiedział, gdyż potężny urok ciągnął go bezustannie do balkonu wychodzącego na małą uliczkę.

Busqueros pierwszy spostrzegł tę zmianę i przy mnie nieraz zaręczał, że niezadługo don Felipe Avadoro wróci do swego nazwiska i pozbędzie się przydomku: del Tintero Largo. Jakkolwiek mało znałem się na interesach, wszelako domyśliłem się, że małżeństwo mego ojca w żadnym wypadku nie może być dla mnie korzystne, znowu więc pobiegłem do ciotki Dalanosy, zaklinając ją, aby koniecznie starała się złemu zapobiec. Ciotka moja szczerze się tą wieścią zmartwiła i powtórnie udała się do wuja Santeza; ale teatyn odpowiedział, że małżeństwo jest sakramentem boskim, na który nie ma prawa nastawać, że jednak będzie czuwał, aby mi w niczym krzywdy nie wyrządzono.

Kawaler Toledo od dawna wyjechał już na Maltę, tak więc bezsilnie musiałem patrzeć na to wszystko, a czasami nawet i działać, gdyż Busqueros posyłał mnie z listami do swoich krewnych, sam bowiem u nich nie bywał.

Pani Cimiento nigdy nie wychodziła z domu i nikogo u siebie nie przyjmowała. Mój ojciec ze swej strony coraz rzadziej wychodził na miasto. Nigdy dawniej nie byłby się wyrzekł swego teatru ani też zmienił ustalonego porządku dnia, teraz jednak korzystał z najlżejszego kataru lub przeziębienia i kamieniem siedział w domu. Wtedy nie mógł oderwać się od okna wychodzącego na małą uliczkę i przypatrywał się, jak panna Cimiento ustawia flaszki lub układa laski laku. Widok dwóch śnieżnych ramion, ciągle migających mu przed oczyma, zapalił jego wyobraźnię tak, że nie mógł o niczym innym myśleć.

  WQJQVKM WQBQGXM WQVYZYM WJQGBKM WQBXKBM