Nieznajomym tym był niegodziwy Busqueros.
- Senor Avadoro - rzekł do mego ojca - zajmujesz się wyrabianiem płynu, który niemało zaszkodził ludzkości. Ileż to spisków, zdrad, podstępów, złych książek wyszło na świat za pośrednictwem atramentu, że nie wspomnę o bilecikach miłosnych i sprzysiężeniach na szczęście i honor mężów. Jakież jest twoje zdanie w tym względzie, senor Avadoro? Nie odpowiadasz, przyzwyczaiłeś się bowiem do milczenia. Mniejsza o to, jeżeli ty nic nie mówisz, ja za to mówię za dwóch, taki już mam zwyczaj. A wiec, senor Avadoro, racz usiąść tu na tym krześle, wytłumaczę ci pokrótce moją myśl. Utrzymuję, że z tej butelki atramentu wyjdzie...
To mówiąc Busqueros popchnął butelkę i atrament wylał się na kolana mego ojca, który w milczeniu pośpieszył obetrzeć się i zmienić ubranie. Wróciwszy zastał Busquera z kapeluszem w ręku, chcącego z nim się pożegnać. Ojciec, uszczęśliwiony, że go się pozbędzie, otworzył mu drzwi. W istocie, Busqueros wyszedł, ale po chwili wrócił:
- Przepraszam cię, senor Avadoro - rzekł - ale zapomnieliśmy obaj. że butelka jest próżna, wszelako nie zadawaj sobie trudu, ja sam potrafię ją napełnić.
Busqueros wziął lejek, wsadził go do butelki i odkręcił kurek. Gdy butelka była pełna, ojciec znowu poszedł otworzyć mu drzwi. Don Roque wyniósł się czym prędzej, gdy wtem nagle mój ojciec spostrzegł, że kurek jest odkręcony i atrament leje się na pokój. Pobiegł zakręcić kurek, a w tejże chwili Busqueros jeszcze raz powrócił i udając, ze nie spostrzega szkody, jaką wyrządził, postawił butelkę na stole, rozwalił się na tym samym krześle, dobył cygara z kieszeni i zapalił je u lampy.