- Prawdaż to, senor Avadoro - rzekł do mego ojca - że miałeś syna, który utonął w tym kotle? Gdyby biedak umiał pływać, byłby niezawodnie się wyratował. Gdzież to senor nabyłeś ten kocioł? Jestem pewien, że w Toboso. Doskonała glina, takiej samej używają do gotowania saletry. Twarda jak kamień, pozwól, spróbuję.
Mój ojciec chciał przeszkodzić próbie, ale Busqueros uderzył włosiem w kocioł i rozbił go na kawałki. Atrament strumieniem wytrysnął, zalał mego ojra i wszystko, co się znajdowało w pokoju, nie wyłączając nawet Busquera, którego także mocno obryzgał.
Ojciec, który rzadko kiedy otwierał usta, tym razem zaczął krzyczeć na całe gardło. Sąsiadki pokazały się na balkonie.
- Ach, zacne panie - zawołał Busqueros - stał nam się straszny wypadek, wielki kocioł stłukł się i cały pokój zalał atramentem. Senor Tintero nie wie, gdzie się podziać. Okażcie nam miłosierdzie chrześcijańskie i przyjmijcie nas do waszego mieszkania.
Sąsiadki zdawały się zgadzać z radością i ojciec, pomimo swego pomieszania, doznał przyjemności na myśl, że zbliży się do pięknej nieznajomej, która z daleka wyciągała do niego śnieżne ramiona i uśmiechała się ze szczególniejszym wdziękiem.
Busqueros zarzucił memu ojcu płaszcz na plecy i zaprowadził go do domu pań Cimiento. Zaledwie ojciec tam wszedł, gdy odebrał nieprzyjemne poselstwo. Kupiec bławatów, który miał sklep pod jego mieszkaniem, przybył z doniesieniem, że atrament przeciekł na jego towary i że posłał po urzędników sądowych dla opisania szkody. Zarazem gospodarz domu uprzedził mego ojca, że dłużej nie ścierpi go u siebie.