Od chwili potłuczenia wielkiego kałamarza ojciec nie śmiał pokazywać się w teatrze, a tym mnie] u księgarza Moreno. Takie odosobnienie zaczęło go już po trosze nudzić. Trzy dni upłynęły od podpisania kontraktu. Busqueros przyszedł namawiać mego ojca, aby wybrał się z nim na przejażdżkę. Ojciec dał się nakłonić i pojechali na drugą stronę Manzanaresu. Niebawem stanęli przed małym kościółkiem franciszkanów. Don Roque wysadził mego ojca, weszli razem do kościółka, gdzie zastali pannę Cimiento, która już ich oczekiwała. Ojciec otworzył usta, chcąc powiedzieć, że myślał, iż wyjechał tylko dla odetchnięcia świeżym powietrzem, ale nic nie rzekł, wziął pannę Cimiento pod rękę i zaprowadził ją do ołtarza.
Po wyjściu z kościoła nowożeńcy wsiedli do wspaniałego powozu i wrócili do Madrytu, do pięknego domu, gdzie czekał ich świetny bal. Pani Avadoro rozpoczęła go z jakimś młodzieńcem nader przyjemnej postaci. Tańczyli fandango nagradzani rzęsistymi oklaskami.
Mój ojciec na próżno szukał w swojej małżonce tej cichej i potulnej dziewczyny, która całowała go w rękę z uczuciem tak głębokiej pokory. Zamiast tego z nieopisanym zdziwieniem spostrzegał kobietę żywą, hałaśliwą i płochą. Do nikogo się nie odzywał, a ponieważ nikt go o nic nie pytał, milczenie to było jedyną jego pociechą.