- Mniejsza o to - rzekł Busqueros - nie jesteś pierwszym, który chciał uciec przede mną w swoją szlafmycę i udawać, że śpi. Znam się na tych wybiegach i zawsze noszę szlafmycę w kieszeni, położę się na kanapie, prześpimy się obaj, a gdy obudzimy się, powrócimy znowu do naszego pełnomocnictwa, albo też, jeżeliby ci to bardziej odpowiadało, zbierzemy moich i twoich krewnych i zobaczymy, czy ta rzecz nie da się inaczej ułożyć.
Mój ojciec z głową wepchniętą między poduszki zaczął rozmyślać nad swoim położeniem i środkami, za których pomocą mógłby odzyskać spokój. Wyobraził sobie, że zostawiając żonie wszelką wolność, może zdoła wrócić do dawnego sposobu życia, bidzie mógł chodzić do teatru, do księgarza Moreno, a nawet od-dawać się rozkoszy wyrabiania atramentu. Pocieszony nieco tą myślą, otworzył oczy i dał znak, że podpisze pełnomocnictwo.
W istocie, podpisał i chciał wstać z łóżka.
- Wstrzymaj się, senor Avadoro - rzekł mu Busqueros - zanim wstaniesz, powinieneś ułożyć sobie, co będziesz przez cały dzień porabiał. Ja ci w tym dopomogę i spodziewam się, że będziesz zadowolony z planu, jaki ci podam, tym bardziej, że dzień ten rozpocznie pasmo równie przyjemnych jak rozmaitych zatrudnień. Naprzód przynoszę ci tu parę haftowanych kamaszy i całkowity ubiór do konnej jazdy; dzielny rumak czeka na ciebie u bramy, przejedziemy się po Prado, dokąd i pani Avadoro niebawem przybędzie w karecie. Przekonasz się, senor don Filipie, że małżonka twoja ma w mieście znakomitych przyjaciół, którzy staną się także twoimi. Wprawdzie od niejakiego czasu ostygli nieco dla niej, ale teraz, widząc ją połączoną z człowiekiem tak zacnym jak ty, bez wątpienia zapomną o dawnym swym do niej uprzedzeniu. Powtarzam ci, pierwsi dostojnicy dworu będą cię szukali, nadskakiwali, ściskali, co mówię - dusili w namiętnych uściskach przyjaźni!