Na te słowa ojciec mój zemdlał albo też raczej wpadł w stan zupełnego odrętwienia. Busqucros nic spostrzegł tego i dalej tak mówił:
- Niektórzy z tych panów uczynią ci zaszczyt, zapraszając się na twoje obiady. Tak jest, .senor Avadoro, uczynią ci ten zaszczyt i mysie, że nie zawiodą się na tobie. Przekonasz się, jak twoja żona umie przyjmować gości. Na honor, nie poznasz skromnej fabrykantki laku! Nic mi na to nie odpowiadasz, senor Avadoro, i masz słuszność, że mi nie przerywasz. Tak na przykład lubisz komedię hiszpańską, ale założę się. że nigdy nie byłeś na operze włoskiej, która cały dwór się zachwyca. Dobrze więc, dziś wieczorem pójdziesz na operę i zgadnij, do czyjej loży? Do don Fernanda de Thaz, wielkiego koniuszego, ani mniej, ani więcej. Stamtąd udamy się na bal do tegoż pana, gdzie spotkasz cale dworskie towarzystwo. Wszyscy będą z tobą rozmawiali, przygotuj się na odpowiedzi.
Ojciec mój wrócił tymczasem do zmysłów, wszelako zimny pot wystąpił mu na czoło, ramiona zdrętwiały, szyja się skurczyła, głowa opadła na poduszki, wytrzeszczył okropnie oczy, z piersi wydarły mu się gwałtowne westchnienia, słowem, dostał konwulsji. Busqueros spostrzegł nareszcie, jaki skutek wywarły jego słowa, zawołał o pomoc, sam zaś udał się na Prado, dokąd i moja macocha wkrótce za nim pośpieszyła.