Książę Avila, ojciec jej, umarł podczas naszego pobytu na Malcie. Śmierć człowieka ambitnego zawsze wielkie na ludziach wywiera wrażenie, jego upadek wzrusza ich i zadziwia. Pamiętano w Madrycie infantkę Beatrycze i tajemny jej związek z księciem. Zaczęto mówić o synu, na którym miały spoczywać dalsze losy tej rodziny. Spodziewano się, że testament nieboszczyka objaśni tę tajemnicę, ale powszechne oczekiwania spełzły na niczym, testament bowiem niczego nie wyjaśnił. Dwór milczał, tymczasem zaś dumna księżniczka Avila weszła w świat wynioślejsza, bardziej gardząca zalotnikami i stanem małżeńskim niż kiedykolwiek.
Chociaż urodziłem się z dobrej szlacheckiej rodziny, atoli w pojęciach hiszpańskich nie mogła istnieć żadna równość między mną a księżniczką, do której mogłem tylko zbliżyć się jako młody człowiek szukający opieki dla wyrobienia sobie losu. Toledo był niejako rycerzem pięknej Sidonii, ja zaś jakby koniuszym jej przyjaciółki.
Służba taka nie była dla mnie nieprzyjemna; mogłem, nie zdradzając mojej namiętności, uprzedzać wszelkie chęci zachwycającej Manueli, wypełniać jej rozkazy, słowem, wyłącznie poświęcić się na jej usługi. Wiernie pilnując skinień mojej władczyni, strzegłem się, aby żaden wyraz, spojrzenie lub westchnienie nie wydały uczuć mego serca. Obawa, by jej nie ubliżyć i nie narazić się na zakaz widywania, jaki łatwo mógł po tym nastąpić, dodawała mi siły w opanowywaniu mojej namiętności. Księżna Sidonia starała się o ile możności podnieść mnie w oczach swej przyjaciółki, ale łaski, jakie otrzymywała dla mnie, ograniczały się jedynie do kilku przyjaznych uśmiechów, wyrażających zimną przychylność.