Posiadam na opuszczonej ulicy, która nawet nazywa się Retrada, niepozorny domek. Kazałam nająć dom naprzeciwko i proszę cię, abyś w nim zamieszkał i czuwał nad skarbem, jaki ci powierzam. Oto jest adres twego nowego mieszkania, tu zaś list, który oddasz ksieni urszulanek z Peńon. Weźmiesz ze sobą czterech jezdnych i powóz z dwoma mułami. Ochmistrzyni przyjedzie z moją siostrą i będzie z nią mieszkała. We wszystkim do niej się odwołasz, do domu zaś nie wolno ci wchodzić. Córka mego ojca i infantki nie powinna dawać nawet pozorów mogących skazić jej sławę.
To powiedziawszy, księżniczka lekko skinęła głową. Był to dla mnie znak odejścia. Opuściłem ją i udałem się naprzód do mego nowego mieszkania, które wydało mi się wygodne, a nawet dość zbytkownie urządzone. Zostawiłem w nim dwóch wiernych służących i wróciłem do mieszkania, jakie zajmowałem u Toleda. Co zaś do domu pozostałego mi po ojcu, wypuściłem go za czterysta piastrów.
Widziałem także dom przeznaczony dla Leonory. Zastałem w nim dwie służące i starego sługę rodziny Avilów, który nie nosił liberii. Dom obficie i wytwornie zaopatrzony był we wszystko, czego potrzeba do dostatniego mieszczańskiego gospodarstwa.
Nazajutrz wziąłem ze sobą czterech jezdnych, powóz i pośpieszyłem do klasztoru w Peńon. Wprowadzono mnie do rozmównicy, gdzie ksieni już na mnie czekała. Przeczytała list, uśmiechnęła się i westchnęła.