- Słodki Jezu - rzekła - ileż to grzechów popełnia się na świecie! Jakże szczęśliwa jestem, żem go porzuciła! Na przykład, mój kawalerze, panna, po którą przyjeżdżasz, tak jest podobna do księżniczki Avila, ale tak, że dwa obrazy słodkiego Jezusa nie mogą być bardziej do siebie podobne. Kim zaś są rodzice tej młodej dziewczyny, nikt o tym nie wie. Nieboszczyk książę Avila, Panie świeć nad jego duszą...
Ksieni byłaby nigdy nie skończyła swej gadaniny, ale dałem jej do zrozumienia, że muszę jak najprędzej wypełnić polecenie, kiwnęła więc głową, dodała kilka "niestety" i "słodki Jezu", po czym kazała mi pomówić z odźwierną.
Udałem się do furty. Wkrótce wyszły dwie kobiety zupełnie zasłonięte i wsiadły do powozu, nie mówiąc ani słowa. Wskoczyłem na konia i podążyłem za nimi, również nie odzywając się do nikogo. Gdy przybyliśmy do Madrytu, wyprzedziłem nieco powóz i przywitałem obie kobiety przy drzwiach domu. Sam nie wszedłem za nimi, ale udałem się do mego mieszkania, skąd widziałem, jak się moje podróżne rozgaszczały u siebie.
W istocie, znalazłem wielkie podobieństwo między księżniczką a Leonorą, z tą jednak różnicą, że Leonora miała płeć bielszą, włosy zupełnie jasne i nieco tęższą figurę. Tak przynajmniej zdawało mi się z mego okna, ale ponieważ Leonorą ani na chwilę nie usiadła na miejscu, nie mogłem przeto dokładnie jej się przypatrzyć. Szczęśliwa, że wydobyła się z klasztoru, cała oddawała się niepomiarkowanej radości. Obiegała dom od poddasza aż do piwnic, zachwycając się sprzętami gospodarskimi, unosząc nad pięknością rynki lub kociołka. Zadawała tysiące pytań ochmistrzyni, która nie mogła za nią nadążyć i zamknęła nareszcie żaluzje na klucz, tak że odtąd nic już nie widziałem.