Po południu poszedłem do księżniczki i zdałem jej sprawę z moich czynności. Przyjęła mnie ze zwykłą zimną powagą.
- Senor Avadoro - rzekła - Leonora przeznaczona jest na uszczęśliwienie kogo swoją ręką. Stosownie do naszych obyczajów nie możesz u niej bywać, chociażbyś sam miał zostać jej mężem, wszelako powiem ochmistrzyni, aby otwierała jedną żaluzję od strony twoich okien, natomiast wymagam, aby twoje żaluzje były zawsze pozamykane. Będziesz mi zdawał sprawę z wszelkich czynności Leonory, atoli może znajomość z tobą byłaby dla niej niebezpieczna, zwłaszcza zaś jeżeli masz do małżeństwa taki wstręt, jaki kilka dni temu w tobie spostrzegłam.
- Pani - odpowiedziałem - mówiłem tylko, że w wyborze nie będę powodował się zyskiem, chociaż, prawdę mówiąc, wyznam, że postanowiłem nigdy się nie żenić.
Wyszedłem od księżniczki i udałem się do Toleda, któremu jednak nie zwierzałem się z moich tajemnic, po czym wróciłem do mego mieszkania przy ulicy Retrada. Żaluzje naprzeciwko, a nawet okna były pootwierane. Stary .służący, Andrado, grał na gitarze, Leonora zaś tańczyła bolero, z żywością i wdziękiem, jakiego nigdy nie byłbym się spodziewał po wychowanicy karmelitanek, tam bowiem przepędziła pierwsze lata życia i dopiero po śmierci księcia oddano ją do urszulanek. Leonora stroiła tysiączne psoty, chcąc koniecznie namówić swoją ochmistrzynię do tańczenia z Andradem. Nie mogłem się nadziwić, że poważna i zimna księżniczka ma tak wesołą siostrę. Poza tym podobieństwo było uderzające. Kochałem się szalenie w księżniczce, żywy zatem obraz jej wdzięków mocno mnie zajmował. Gdy tak oddawałem się rozkoszy spoglądania na Leonorę, ochmistrzyni zamknęła żaluzje i nic już więcej nie ujrzałem.