Ponieważ karmelitanki w niektórych klasztorach żyją według nader ostrej reguły, nie zdziwiła mnie więc ta nieświadomość u dwudziestoletniej dziewczyny. Odparłem przeto, że niestety nie znam jej nazwiska. Powiedziałem następnie, że widziałem ją tańczącą w jej pokoju i że zapewne nie u karmelitanek uczyła się tańca.
- Nie - odpowiedziała - książę Avila umieścił mnie u karmelitanek, ale po jego śmierci odwieziono mnie do urszulanek, gdzie jedna z wychowanie nauczyła mnie tańca, inna śpiewu; o sposobie zaś, w jaki mężowie żyją ze swymi żonami, wszystkie mi mówiły, nie uważając tego wcale za tajemnicę. Co do mnie, chciałabym koniecznie mieć nazwisko, ale do tego potrzeba, abym poszła za mąż.
Następnie Leonora mówiła mi o teatrze, o przechadzkach, walkach byków i oświadczyła niepomiarkowaną ciekawość ujrzenia tych wszystkich rzeczy. Odtąd kilka razy z nią rozmawiałem, ale zawsze wieczorem. W tydzień potem otrzymałem od księżniczki list następującej treści:
Zbliżając cię do Leonory spodziewałam się, ze obudzę w niej pewną skłonność ku tobie. Ochmistrzyni naręcza mi, że spełnily się moje nadzieje. Jeżeli po-święcenie, jakie zawsze dla mnie okazywałeś, jest szczere, zaślubisz Leonorę. Pomyśl, że odmowa będzie dla mnie obrazą.