Ojciec posłuchał rady Monaldiego i wkrótce spostrzegł, że różni wojacy jemu podobni, a nawet zbi-rowie, pozdrawiają go ze znaczącym spojrzeniem. Po dwóch tygodniach takiej przechadzki jakiś zamożnie ubrany nieznajomy zbliżył się do niego i rzekł:
- Oto masz pan sto uncji. Za pół godziny ujrzysz przechodzących tędy dwóch młodych ludzi z białymi piórami na kapeluszach. Zbliżysz się do nich, jak gdybyś chciał im powierzyć jakąś tajemnicę, i rzekniesz półgłosem; "Który z panów jest margrabią Feltri?" Jeden z nich odpowie: "Ja nim jestem". Natenczas pchniesz go sztyletem w serce. Drugi młody człowiek jest nikczemnym tchórzem i zaraz ucieknie. Wtedy dobijesz Feltriego. Gdy wszystko już będzie skończone, wracaj spokojnie do domu i wcale nie staraj się schronić do kościoła. Ja będę tuż przy tobie.
Mój ojciec wypełnił słowo w słowo dane mu polecenie i gdy powrócił do domu, zastał już nieznajomego, którego nienawiści tak dobrze usłużył.
- Panie Zoto - rzekł tenże - mocno ci jestem obowiązany za wyświadczoną mi przysługę. Oto jest druga kiesa z setką uncji, które chciej przyjąć, i jeszcze jedna tej samej wartości, którą wsuniesz w rękę temu ze sług sprawiedliwości, który pierwszy się u ciebie pokaże.