Wspomnienie jej panowało nad moimi zmysłami równie jak nad sercem. Żal mój za nią zmieniał się prawie w rozpacz. Oprócz tych dwu kobiet cała reszta płci pięknej była mi obojętna.
Listy od księżniczki dochodziły mnie razem z papierami od ministra. Były nie podpisane i charakter pisma był zmieniony. Dowiedziałem się, że Leonora zaszła w ciążę, ale że jest chora i znacznie opadła na siłach. Niebawem doszły mnie wieści, że zostałem ojcem i że Leonora ogromnie cierpi. Nowiny, które odbierałem o jej zdrowiu, zdawały się przygotowywać mnie do strasznego ciosu, jaki miał wkrótce we mnie ugodzić.
Nareszcie ujrzałem przybywającego Toleda, w chwili gdy najmniej się tego spodziewałem. Rzucił się w moje objęcia...
- Przybywam - rzekł - za sprawami królewskimi, ale naprawdę to przysyłają mnie obie księżniczki.
Przy tych słowach podał mi list, który drżąc otworzyłem. Przewidywałem jego treść. Księżniczka donosiła mi o śmierci Leonory i ofiarowała pociechy najczulszej przyjaźni.
Toledo, który od dawna miał na mnie wielki wpływ, użył go dla przywrócenia mi spokoju. Wprawdzie nie znałem Leonory, ale była ona moją żoną i myśl o niej łączyła się z rozkosznymi wspomnieniami krótkiego naszego związku. Choć ból ustąpił, byłem ciągle smutny i znękany.