Toledo wziął na siebie wszystkie sprawy, a gdy zostały załatwione, wróciliśmy do Madrytu. W pobliżu bram stolicy kawaler wysiadł z powozu i przemykając się krętymi ścieżkami, zaprowadził mnie na cmentarz karmelitanek. Tam pokazał mi urnę z czarnego marmuru. Na podstawie błyszczało nazwisko Leonory Avadoro. Oblałem grobowiec rzewnymi łzami i kilka razy wracałem do niego, zanim poszedłem przywitać się z księżniczką. Nie miała mi tego za złe, przeciwnie, za pierwszym naszym spotkaniem okazała mi sympatię graniczącą z czułością. Zaprowadziła mnie do ostatniego pokoju swego mieszkania i pokazała dziecko w kolebce. Wzruszenie moje doszło do najwyższego stopnia. Padłem na kolana, księżniczka podała mi rękę i kazała powstać, po czym dała mi znak do odejścia.

Nazajutrz byłem u ministra, który przedstawił mnie JKMości. Toledo, wysyłając mnie do Neapolu, szukał pozoru, by wyjednać dla mnie jakąś łaskę. Zostałem zaszczycony godnością kawalera orderu Calatravy. Jakkolwiek odznaczenie to nie stawiało mnie na równi z pierwszymi panami, wszelako znacznie już do nich zbliżało. Odtąd księżniczka, księżna Sidonia i Toledo starali się we wszystkim dowieść, że uważają mnie za równego. Wreszcie, im byłem winien cały mój los, z przyjemnością więc spoglądali na moje wzniesienie się.

  WQBVJGM WJKBBVM WJXQGJM WQXXQZM WQJKYBM