Wkrótce potem księżniczka Avila poleciła mi przeprowadzić pewną sprawę, którą miała w Radzie Kastylii. Dopełniłem jej poleceń z gorliwością i przezornością, która powiększyła szacunek mojej opiekunki. Z każdym dniem księżniczka stawała się dla mnie bardziej przychylna. I tu zaczyna się najprzedziwniejsza część całej historii.

Po powrocie z Włoch wprowadziłem się do mego mieszkania u Toleda, pomimo to jednak zachowałem dawne przy ulicy Retrada. Zostawiłem tam na straży służącego imieniem Ambrosio. Dom naprzeciwko, ten sam, w którym brałem ślub, należał do księżniczki, był zamknięty i przez nikogo nie zamieszkany. Pewnego poranku przyszedł Ambrosio, prosząc mnie, abym kogo innego przysłał na jego miejsce, zwłaszcza kogoś odważnego, gdyż po północy dziwne rzeczy dzieją się w domu naprzeciwko. Chciałem, aby mi wytłumaczył naturę tych zjawisk, ale Ambrosio zapewnił, że ze strachu na nic nie patrzył, że zresztą za żadne skarby w świecie nie podjąłby się przepędzenia nocy w moim mieszkaniu, ani sam, ani w towarzystwie.

Słowa te obudziły moją ciekawość. Postanowiłem najbliższej nocy naocznie o wszystkim się przekonać.

Wewnątrz domu było jeszcze trochę sprzętów; przeniosłem się tam po wieczerzy. Kazałem jednemu ze służących spać w przedpokoju, sam zaś zająłem pokój, którego okna wychodziły na dawny dom Leonory. Wypiłem kilka filiżanek czarnej kawy, ażeby nie zasnąć, i doczekałem się północy. Była to godzina, o której, według słów Ambrosia, duchy się pojawiały. By ich nie spłoszyć, zgasiłem świecę. Wkrótce w domu naprzeciwko ujrzałem światło, które przechodziło z piętra na piętro i z pokoju do pokoju.

  WQVQJJM WQZZPQM WQQKGGM WJVPZJM WJKQPYM