Obudziłem się, gdy słońce już było wysoko. Leżałem pod urną z czarnego marmuru, na którym wyczytałem napis złożony złotymi literami: "Leonora Avadoro". Nie było wątpliwości, przepędziłem noc przy grobowcu mojej żony. Przypomniałem sobie zaszłe wypadki i wyznam, że wspomnienie ich mocno mnie zmieszało. Od dawna nie zbliżałem się do trybunały pokuty. Poszedłem do teatynów i zażądałem dziada mego, fra Geronimo. Powiedziano mi, że leży chory, poprosiłem przeto o innego spowiednika. Zapytałem go, czy złe duchy mogą przybierać na się kształty ludzkie.
- Bez wątpienia - odpowiedział. - Św. Tomasz w swej Summie wspomina o tego rodzaju widmach. Idzie tu o grzech wyjątkowy, z którego nie każdy spowiednik może uwolnić. Gdy człowiek długo nie przystępuje do sakramentów, szatany nabierają nad nim nadzwyczajnego wpływu; ukazują mu się pod postacią kobiet i wodzą go na pokuszenie. Jeżeli myślisz, mój synu, że spotkałeś takie widma, udaj się do wielkiego spowiednika. Nie trać czasu, nikt nie jest pewny godziny śmierci.
Odpowiedziałem, że spotkało mnie dziwne zdarzenie, które może było tylko złudzeniem zmysłów, po czym prosiłem go, aby mi pozwolił przerwać spowiedź.
Poszedłem do Toleda, który oświadczył, że zaprowadzi mnie na obiad do księżniczki Avila, gdzie będzie także księżna Sidonia. Zauważył, że jestem roztargniony, i zapytał o przyczynę. W istocie, byłem zamyślony i odpowiadałem bez związku na pytania. Obiad u księżniczki nie rozproszył mego smutku, jednakże wesołość Toleda i obu dam była tak żywa, że nareszcie rozchmurzyłem czoło.