Podczas obiadu dostrzegłem znaki porozumiewawcze i uśmiechy, które zdawały się mnie dotyczyć. Wstaliśmy od stołu, ale zamiast udać się do bawialnej komnaty, przeszliśmy do dalszych pokojów. Wówczas Toledo zamknął drzwi na klucz i rzekł:
- Szlachetny kawalerze Calatravy, klęknij przed księżniczką, która już od przeszło roku jest twoją żoną. Spodziewam się, iż nie powiesz, żeś się tego domyślał. Ludzie, którym byś chciał opowiedzieć twoje przygody, mogliby odgadnąć tajemnicę, najwięcej nam jednak zależało na tym, aby podejrzenia dusić w zarodku, i dotąd usiłowania nasze pomyślny skutek uwieńczał. Prawda, tajemnice dumnego księcia Avila wybornie nam posłużyły. W istocie, miał on syna, którego chciał przyznać, ale syn ów umarł, książę zaś naówczas zażądał od córki, ażeby nigdy nie wchodziła w małżeńskie związki i tym sposobem zostawiła cały majątek Sorrientom, którzy są młodszą linią Avilów.
Wyniosła nasza księżniczka za nic w świecie nie byłaby przyjęła niczyjej władzy, ale od chwili naszego powrotu z Malty wyniosłość ta mocno się zniżyła i groziło jej zupełne rozbicie. Na szczęście księżniczka Avila ma przyjaciółkę, która jest także twoją, kochany Avadoro. Zwierzyła się jej ze swymi uczuciami i wtedy złożyliśmy we troje walną radę. Wynaleźliśmy, a raczej wymyśliliśmy Leonorę, córkę nieboszczyka księcia i infantki, która była po prostu księżniczką, przybraną w jasną perukę, wybieloną i rozrosłą za pomocą sukni. Ty jednak ani mogłeś poznać dumnej twojej władczyni w skromnej wychowanicy karmelitanek. Byłem obecny przy kilku próbach tej roli i wyznam, że również dałbym się omamić.