- Senor kawalerze - odparł oficer walloński - wyznaję, że odpowiedź twoja niezupełnie mnie zadowala, jakkolwiek czyni mi niezaprzeczony zaszczyt. Pójdę oznajmić ją moim towarzyszom.

Wallończycy zdawali się naradzać między sobą i sprzeczać z tym, który ze mną mówił. Po chwili tenże sam oficer znowu zbliżył się do mnie i rzekł:

- Towarzysze moi i ja nie zgadzamy się co do skutków, jakie powinny wyniknąć z łaskawie udzielonego mi przez ciebie, senor kawalerze, wyjaśnienia. Towarzysze moi utrzymują, że powinniśmy na nim poprzestać. Na nieszczęście, jestem przeciwnego zdania, co tak dalece mnie martwi, że chcąc zapobiec skutkom mego przekonania, ofiarowałem im każdemu z osobna zadośćuczynienie. Co się tyczy ciebie, senor kawalerze, wyznaję, że powinienem udać się do senora Busquera, ale śmiem utrzymywać, że sława, jakiej tenże używa, w pojedynku z nim nie obiecuje mi żadnego zaszczytu. Z drugiej strony, senor, znajdowałeś się razem z don Busquerem, a nawet, gdy ten śmiał się, spoglądałeś na nas. Sądzę przeto, że nie nadając bynajmniej ważności tej sprawie, słuszna, abyśmy zakończyli nasze wyjaśnienia tą samą szpadą, którą każdy z nas ma przy boku.

Towarzysze kapitana z początku chcieli go przekonać, że nie ma się o co bić ani z nimi, ani ze mną, ale wiedząc, z kim mają do czynienia, przestali wreszcie odradzać i jeden z nich ofiarował mi się za świadka. Udaliśmy się wszyscy na plac boju. Zraniłem lekko kapitana, ale w tej samej chwili odebrałem nad prawą piersią cios, który poczułem jak ukłucie szpilką. Wkrótce jednak zdjął mnie dreszcz śmiertelny i padłem bez zmysłów.

Gdy Cygan doszedł do tego miejsca swoich przygód, przerwano mu i musiał pójść zająć się sprawami hordy.

Kabalista zwrócił się do mnie i rzekł:

- Jeżeli się nie mylę, oficerem, który zranił senora Avadoro, był właśnie twój ojciec.

- Wcale się nie mylisz - odpowiedziałem - kronika pojedynków, ułożona przez mego ojca, wspomina o tym i ojciec mój dodaje, że obawiając się niepotrzebnej kłótni z oficerami, którzy nie podzielali jego zdania, tego samego dnia bił się z trzema i poranił ich.

- Senor kapitanie - rzekła Rebeka - twój ojciec dał dowód niezwykłej przezorności. Obawa niepotrzebnej kłótni skłoniła go do pojedynkowania się cztery razy tego samego dnia.

Żart, na jaki Rebeka pozwoliła sobie względem mego ojca, bardzo mi się nie podobał i już chciałem jej coś odpowiedzieć, gdy wtem towarzystwo rozeszło się i zebrało dopiero nazajutrz.

  WQBYYVM WJKGXQM WJZZPKM WQKQGPM WQJYXXM