Domyślam się, że ojciec musiał nam często przysyłać pieniądze, gdyż obfitość panowała w naszym domu. Matka uczestniczyła we wszystkich zabawach karnawału, a w wielkim poście uszykowała nam presepio, czyli szopkę z lalkami, pałacami cukrowymi, zabawkami i tym podobnymi drobnostkami, w których mieszkańcy królestwa neapolitańskiego nawzajem się przesadzają. Ciotka Lunardo miała także szopkę, ale daleko mniej świetną od naszej.

Matka moja, o ile pamiętam, była nadzwyczaj dobra i często widzieliśmy, jak płakała, myśląc o niebezpieczeństwach, na jakie się jej małżonek naraża; niedługo jednak wystąpienie w jakim ubiorze lub klejnocie, na przekór siostrze lub sąsiadkom, osuszało jej łzy. Radość z pysznej szopki była ostatnią przyjemnością, jakiej doświadczyła. Nie wiem jakim sposobem dostała zapalenia płuc i w kilka dni później umarła,

Po jej śmierci nie bylibyśmy wiedzieli, co z sobą począć, gdyby nadzorca więzienia nie był nas przyjął do siebie. Przebywaliśmy u niego kilka dni, następnie zaś oddano nas pod opiekę pewnemu mulnikowi. Ten przeprowadził nas przez Kalabrię i czternastego dnia przywiózł do Mesyny. Ojciec mój wiedział już o śmierci żony, przyjął nas z rozczuleniem, kazał nam rozesłać maty obok swoich i przedstawił mnichom, którzy nas przyjęli do liczby dzieci służących do mszy.

  WJXKQVM WQBBVGM WJZQGBM WQXBVPM WQQGBYM