Pewnego dnia ojciec zapytał mnie o przyczynę, dla której z taką namiętnością oddaję się nowej rozrywce. Odpowiedziałem, że zamierzam rozbić twarz Principina. następnie uciec i zostać rozbójnikiem. Ojciec udał, że mi nie wierzy, jednak poznałem po jego uśmiechu, że potwierdza mój zamiar.
Wreszcie nadeszła niedziela, którą oznaczyłem na dzień mojej zemsty. Gdy kareta zajechała i ujrzałem wychodzących, zmieszałem się, ale wnet nabrałem odwagi. Mój mały nieprzyjaciel spostrzegł mnie w tłumie i pokazał mi język. Trzymałem kamień w ręce, rzuciłem go i Principino padł na wznak.
Natychmiast zacząłem uciekać i zatrzymałem się dopiero na drugim końcu miasta. Tam spotkałem znajomego kominiarczyka, który zapytał mnie, dokąd idę. Opowiedziałem mu całą przygodę, a ten zaprowadził mnie do swego majstra. Właśnie brakowało mu chłopców, nie wiedział, gdzie ich szukać do tak przykrego rzemiosła, chętnie więc mnie przyjął. Zaręczył, że nikt mnie nie pozna, skoro sadzami twarz uczernię, i że drapanie się po dachach i kominach jest umiejętnością często nader użyteczną. Miał rację, później nieraz byłem winien życie nabytej wówczas zręczności.
Z początku dym i woń sadzy dokuczały mi mocno, ale na szczęście byłem w wieku, w którym można przyzwyczaić się do wszystkiego. Już od sześciu miesięcy wykonywałem nowe rzemiosło, gdy mi się wydarzyła następująca przygoda.