Wyrwałem więc garść rózeg z miotły, rozdarłem koszulę Principina i obnażywszy mu plecy, zacząłem porządnie go chłostać: dziwna jednak rzecz, malec ze strachu ani pisnął.
Gdy uznałem, że ma już dość, otarłem sobie twarz i rzekłem:
- Ciucio maledetto, io no zuno ludiavol u, io zuno lupicio lu bandi tu delli Augustini.
Natenczas Principino odzyskał głos i zaczął wrzeszczeć o pomoc; rozumie się, że nie czekałem, aż ktoś nadejdzie, i drapnąłem tą samą drogą, którą przyszedłem.
Znalazłem się na dachu, usłyszałem raz jeszcze głos majstra, który mnie wołał, ale nie uważałem za potrzebne odpowiadać. Puściłem się z jednego dachu na drugi, dostałem się na dach jakiejś stajni, przed którą stał wóz z sianem, zeskoczyłem z dachu na wóz, z wozu na ziemię i co tchu pobiegłem do klasztoru augustianów. Tam opowiedziałem wszystko mojemu ojcu, który słuchał mnie z wielkim zajęciem, po czym rzekł:
- Zoto, Zoto! gia vegio che tu sara i banditu!
Następnie zwracając się do jakiegoś nieznajomego, który stał obok niego, powiedział:
- Padron Lettereo, prende te lo chiutosto vui.
Lettereo jest to imię chrzestne często używane w Mesynie. Pochodzi ono od pewnego listu, który Najświętsza Panna miała pisać do mieszkańców tego miasta, datując go: "w roku 1452 od narodzenia mojego syna". Mesyńczycy taką cześć oddają temu listowi, jaką neapolitańczycy krwi świętego Januarego. Objaśniam wam ten szczegół, w półtora roku bowiem potem zanosiłem do Madonny della Lettera modlitwę, która, jak sądziłem, będzie ostatnią w mym życiu.