Padron Lettereo był kapitanem uzbrojonej pinki, przeznaczonej niby na połów korali, w istocie zaś szanowny marynarz zajmował się przemycaniem, a nawet rozbojem, gdy znalazł do tego przyjazne okoliczności. Wprawdzie nieczęsto mu się to wydarzało, gdyż nie mając armat, musiał poprzestawać na łupieniu statków przy bezludnych wybrzeżach.

Dobrze wiedziano o tym w Mesynie; ale Lettereo przemycał dla najbogatszych kupców z miasta, celnicy także na tym zyskiwali; z drugiej strony nietajnym było, że padron chętnie bawi się sztyletem, i ta ostatnia okoliczność odstręczała tych, którzy byliby pragnęli mieszać się w jego sprawy.

Lettereo wyróżniał się okazałą postawą, sam wzrost i szerokie bary dostatecznie odznaczały go śród tłumu; cóż dopiero, gdy reszta powierzchowności tak dokładnie odpowiadała rodzajowi jego zatrudnień, że ludzi nieco lękliwych przenikał na jego widok dreszcz trwogi. Twarz jego mocno ogorzałą oczernił jeszcze wystrzał prochu armatniego; prócz tego osmoloną skórę ozdobił różnymi dziwacznymi rysunkami.

Marynarze z Morza Śródziemnego mają zwyczaj wykłuwać sobie na ramionach i piersiach różne cyfry, krzyże, zarysy okrętów i inne tym podobne ozdoby. Lettereo prześcignął wszystkich w tym zwyczaju. Na jednym policzku wykłuł sobie Madonnę, na drugim zaś krucyfiks, wszelako można było widzieć zaledwie wierzchołek tych obrazków, resztę bowiem zakrywała gęsta broda, nie tknięta nigdy brzytwą i którą tylko nożyczki utrzymywały w jakich takich granicach. Dodajcie do tego w uszach ogromne złote kolczyki, czerwoną czapkę, pas takiej że barwy, kaftan bez rękawów, krótkie marynarskie spodnie, ręce i nogi do kolan gołe i pełne kieszenie złota.

  WJVKGJM WJQPJZM WJQQJZM WQJBXVM WQZYJJM