To podstępne doniesienie wymyślił Pepo, który już od czterech dni krążył koło brzegów. Lettereo dał się zwieść, wiatr sprzyjał, sądził więc, że może przedsięwziąć jeszcze jedną podróż, i rozwinął żagle. Nazajutrz o świcie ujrzeliśmy się pośród eskadry Pepa, złożonej z dwóch galiot i tyluż skampawii. Zewsząd byliśmy otoczeni, bez żadnego sposobu ucieczki. Padro-nowi śmierć wyglądała z oczu, rozpiął wszystkie żagle i kazał sterować prosto na główną galiotę. Pepo stał na moście i wydawał rozkazy, zamierzając przychwycić nasz statek. Lettereo porwał strzelbę, wziął go na cel i strzaskał mu ramię. Wszystko to stało się w kilku sekundach.

Wkrótce potem cztery statki zwróciły się na nas i usłyszeliśmy zewsząd:

- Maina ladro! Maina can senza fede! Lettereo skierował statek w stronę nawietrzną, tak że burta po jednej stronie ślizgała się po powierzchni morza; później, zwracając się do załogi, zawołał:

- Anime managie, io in galera non ci vado. Pregate per me lasantissima Madonna della Lettera.

Na te słowa upadliśmy wszyscy na kolana. Lettereo włożył sobie w kieszenie dwie kule armatnie; myśleliśmy, że chce rzucić się w morze, ale inny był zamiar złośliwego rozbójnika. Na odwietrznej stronie okrętu stała wielka beczka napełniona miedzią. Lettereo schwycił siekierę i przeciął przytrzymujące ją sznury. Natychmiast beczka potoczyła się na brzeg przeciwny, ponieważ zaś okręt był już bardzo pochylony, teraz przewrócił się zupełnie. My wszycy. którzy byliśmy na kolanach, upadliśmy na żagle, które, gdy okręt szedł do dna, przez swoją sprężystość odrzuciły nas na kilkanaście łokci.

  WJQXZGM WJGQJPM WJXJQXM WQKBBBM WQYBKKM