Pepo dobył nas wszystkich z wody, z wyjątkiem kapitana, jednego marynarza i chłopca okrętowego. Skoro którego wyciągnięto z wody, wnet go wiązano i wrzucano na spód okrętu. W cztery dni potem wylądowaliśmy w Mesynie. Pepo uprzedził urzędników sądowych, że ma im oddać kilku zuchów zasługujących na uwagę. Wylądowanie nasze odbyło się nie bez pewnej okazałości. Było to właśnie w godzinach korso. podczas których cały wielki świat używa przechadzki na wybrzeżu. Postępowaliśmy poważnym krokiem, z przodu i z tyłu strzeżeni przez zbirów.
Principino znalazł się w liczbie widzów. Jak tylko mnie ujrzał, natychmiast poznał i zawołał:
- Ecco lu piciolu banditu delli Augustini!
W tej samej chwili skoczył mi do oczu, porwał za włosy i zadrapał w twarz. Miałem ręce związane, z trudnością więc mogłem się bronić. Przypomniawszy sobie jednak fortel używany przez marynarzy angielskich w Livorno, uwolniłem głowę i z całej siły uderzyłem nią Principina w brzuch. Niegodziwy malec padł na wznak. Wkrótce jednak porwał się z wściekłością i dobył z kieszeni małego noża, którym chciał mnie zranić. Aby uniknąć ciosu, podstawiłem mu nogę; upadł mocno na ziemię i w dodatku padając, sam zranił się własnym nożem. W tej samej chwili przybyła księżna i kazała lokajom, aby powtórzyli ze mną scenę z klasztoru, ale zbirowie sprzeciwili się temu i zaprowadzili nas do więzienia.