Po tych słowach przeor zawołał braciszka i wydał mu stosowne rozkazy względem dalszego mego losu.

Nazajutrz ruszyłem z braciszkiem w drogę. Przybyliśmy do wioski; umieszczono mnie i odtąd całym moim obowiązkiem było chodzić z posyłkami do miasta. W tych małych podróżach starałem się, o ile możności, unikać spotkania z Principinem. Jednakże pewnego razu zoczył mnie na ulicy kupującego kasztany, poznał i kazał swoim lokajom zbić niemiłosiernie. W jakiś czas potem wśliznąłem się znowu przebrany do jego pokoju i bez wątpienia mógłbym był łatwo go zamordować, dotąd nawet żałuję, żem tego nie uczynił, ale nie byłem jeszcze wówczas dość oswojony z postępowaniem podobnego rodzaju, poprzestałem więc na porządnym oćwiczeniu go.

Nieszczęsna moja gwiazda, jak sami widzicie, sprawiła, że w pierwszych latach mojej młodości nie przeszło sześć miesięcy, żebym nie miał jakiego spotkania z tym przeklętym Principinem, który zwykle miał siłę za sobą. Doszedłszy lat piętnastu, chociaż co do wieku i rozumu byłem jeszcze dzieckiem, wszelako co do siły i odwagi byłem już dojrzałym mężczyzną, co bynajmniej nie powinno was dziwić, jeżeli zważycie, że powietrze morza, a później gór dzielnie przyczyniło się do rozwinięcia budowy mego ciała.

  WQJPQVM WQKVXZM WQYJYGM WJVKZXM WJZGYVM