Powitał go książę-dworak głosem dla dostojności miejsca ściszonym:
"Zostaniesz waść przyjęty in logiam, w rozmównicy, co jest znakiem osobliwej przychylności królowej pani."
"Po roku, z trudem odnalezionego, siłą niemal przywodzisz mnie tu, książę."
"Kazano."
Owóż i niewieście komory złotogłowiem na ścianach i bagdadzkim dywanem w takie zacisze stłumione, że ledwie się w nich słyszeć dały miękkie pobrzęki strun - wraz zamilkło. Oto z ław i skrzyń zrywają się panny i ręce na piersiach krzyżując kłonią swe główki. W ukłonie posuwistym, a ramienia pod płaszczem rozmachu chylą się głęboko rycerz i książę.
Kroczą panowie poszumni, szmera za nimi niewieściego dworu pogwarek.
Lecz oto komnata rycerstwa strażniczego pełna; stoją pod ścianą w surowości wejrzeń okrzepli, o pawęże barwiste wsparci. Za nimi dźwierze o potężnych antabach i zaworach, niczym wieko cedrowej skarbnicy. "Tuć jest.", pomyślał. A gdy wzniósł oczy do góry o ducha skrzepienie, ujrzał nad drzwiami anioła w kamieniu z lilią u piersi. "Bacz waść na wysoki próg, jaki masz przestąpić: w trzy stopnie zdziałać go pani kazała, aby oznaczały wiarę, nadzieję i miłość."
W omroczeniu przestąpił trójpróg tęsknoty, nie widząc nic prócz modrej strugi światła od jednej z szyb okiennych. Przykląkł, jak trzeba, na jedno kolano - i usłyszy nad sobą głos księcia: