"Opowiadaj o sobie: gdzieś bywał? skąd jesteś?" To butne wyzwanie, niby spotkanego gdzieś na gościńcu, nie podobało mu się wcale. Nie chce jednak zrażać do się wybawcy swego. Więc popatrzał nań uważnie i jak gdyby odgadnąwszy coś niecoś, powiada o sobie:
"Pięćdziesięciu królów ziemie schodziłem." I trafił: jasne, gołębie wejrzenie spoczęło na nim. "I ja również! - słyszy głos jakby uradowanego dziecka. - W błędnym rycerstwie zjeździłem, by rzec słuszniej... Ty zaś skąd jesteś?" "Z gościńca" - mruczy goliard. "Ojczyzna szeroka!"
"Wielce gorzka dola nam, wagantom, gdy do tej Innej jedynym już tylko nawiązaniem te waśnie o nas po rynkach." "Więc czemu powody dawasz?" "Bo prawdę mówić mniemam!... Nieprawdy moje piękniejsze, ale o nie nikt tu nie stoi. Prawdy w żalu - bardzo gburne. Rzeczy grube każdy z nich usłyszy i pojmie - stąd sprzeczki. Zgiełk wnoszę w miasto, chociaż przychodzę opowiadać rzeczy najcichsze. Daruj mi, panie, zamęt, jaki wszcząłem, i tę ranę twoją. Dziękujęć za życie, któreś mi dziś przedłużył."
"Daj ci, Boże - na lepszą dolę." Uważnie przyglądają mu się te oczy dobre. "Za bękartów jakiego rycerza błędnego gotów bym was uznać, waganty, spotkawszy gdzieś na gościńcach świata - za liczne jego potomstwo z Cyganką może. Rozmaite bo sztuki umieją Cyganie... Duch zasię po ojcu w was pewnie... A i niedumne wy zresztą jak bękarty."