A mówiąc to, czynił goliard mimo woli takie ruchy rękoma, jak gdyby w te drogocenności wszystkie przeoblekał ją oto - w wielkiej szczodrobliwości poety.
"Ba...!" - prysło, niby druga bańka mydlana, na wzdętych usteczkach dziewczyny.
Goliard tymczasem, jak gdyby już ją przystroiwszy, ramiona na piersi krzyżował i w tył się nieco odchylał dla przyjrzenia się uklejnoceniu temu.
"I stałaś się piękną bardzo wielce - byłaś doskonała w ozdobności mojej!..."
"Baa.!" - uderzyła ku górze trzecia bańka mydlana - nie wzgardliwie przecie tym razem, lecz w smęcie, lecz w żalu...
On zaś przychylał się do jej ucha:
"A ufając piękności twojej... wystawiałaś się każdemu mijającemu... - przepowiada prorok nawet sam! - Takie to z klejnotów wasze szczęście i niedola nasza."
Niepokój roziskrzył się w wymownych oczach dziewczyny: "Niesamowity człek jakiś!" Alić druga w bok ją trącała; skrzyżowały ze sobą pytające spojrzenia i - dziewczęta bystre - odgadły wraz wszystko. Jedna za szyję towarzyszę objęła, przychylają do się główki w tych czepeczkach ukwieconych, proszą przymilnym wyciąganiem szyi... by wędrowny poeta prawił im dalej - o krwawniku, o rubinie!
Ale kupiec tymczasem skończywszy swoje, zachęcał pośpiesznie do targów.