"Pacierze mów!" - krzyknie przed nim jakowyś szept żarliwy.

Mnich, klęczący opodal, wymachuje ku niemu w pośpiechu gwałtownym ni ten człek z lądu, który deskę tonącemu rzuciwszy nawołuje znakami do chwytania się za nią. Alić topielcowa wręcz groza w tamtych oczach udzieliła się wejrzeniem i zakonnikowi. Ukrył twarz w dłoniach.

"Jakże ty będziesz mógł, bracie mistrzu, to biedne ciało człecze, przez Pana Boga stworzone?... O, nie mogę pomyśleć!... Oo! zmiłowania, łaski dla brata zbrodniarza!..."

A ta groza wejrzenia pociągała jakby niesamowicie jego oczy, bo raz po raz wyzierał spod dłoni, na tym większe za każdym razem otrząsy. Nagle zerwie się z kolan, pochwyci obie ręce rycerza i do piersi je sobie przyciska: z piersi w pierś człeczą powiedzieć coś pragnie. I spłonął brat tymi słowy:

"Niemocen jestem wziąć na się twej męki na zwykłym miejscu kaźni - ale duszę twą piekłu wydrzeć mogę, by bodaj w czyśćcu nie traciła nadziei... Gdy ci czasu na pokutę nie dano, gdy dla twej duszy już tylko piekieł beznadzieja - przerzuć, bracie zbrodniu, grzech twój śmiertelny na moje barki zakonnika, w żarliwość moich pacierzy! w moje serce mnisze!..."

Węgiel rozżarzony chyba podał mu w usta rycerz w gwałtownym pocałunku warg swoich.

  WJXYGQM WQBPGVM WJJPGJM WQXYZGM WQQBJBM