Bo żar jakowyś warem krwi rycerskiej rozlewać się wraz począł mnichowi po żyłach.
Więc imał się czym prędzej pacierzy.
Ludzie, z rynku nagarnęli się było tymczasem do sukiennic; wśród nich wielu panów, coś groźnie pomrukujących na króla. Z korzennego kramu wyskoczą nagle dwaj rycerze z białą chustą Maura jak z żaglem w rękach. I w jednej chwili ta chusta znalazła się na skazanym, zatulając i głowę jego. Postacią Maura uprowadzają go ze sobą ci ratownicy. Familia to snadź była, bo świadcząc mu tę pomoc w ostatnim docisku losu, czyni to jednak z urągowiskiem - jak to w rodzinie.
,,Panny mu się zachciało! Ojcowiznę całą przepaskudził na te Muzy i żonglery, na włóczęgi tęskliwe, na błędne rycerstwa i graalowe szukanie... Wszystkich królów ziemi na to zjeździł, by się złakomić na koniec na fartuszek i wianuszek grodzki... Panny! - Już i kułak niejednego familianta wbija mu tę wymówkę pod żebro. - Żenić może się chciałeś? I sameś poszedł sobie za swata nocą do jej alkierza? Miodu w woszczynie jeszcze rozmazistej, a i z pszczołami do pyska - zachciało się niedźwiedziowi!... A teraz tylko srom i hańba familii całej... Ruszaj, ruszajże się prędzej, by cię ni gród, ni ziemia więcej nie oglądały!"