Rade witają je żaki w tej oćmie zmierzchowej; po ciemku niejedno wolno, przed czym za dnia i pazurami się bronią; nigdy nie zgadniesz, jaką kotka po nocy będzie, W tej zasię nadziei oto aż ponosi żaków w zawodzeniu rybałtowego chóru:
Bacche saepe visitans
mulierum genus,
facit eas subditas
tibi, o tu, Venus!
I prawdziwie uległymi je czyni. Opodal rynku po głuchych z wieczora podwórcach studziennych płoszą się szczury i zlatują nietoperze ku nagłym bielom cielesnym. Tylko sówka z wieży przedrzeźnia starek chichoty.
Bo żak jak ten kogut niewiele tam patrzy: która plącze mu się najbliżej, a gdacze najgłośniej - ta dobra! Natomiast Bakchowe skoczki w capów futrze zaganiają tylko za młódkami. Brzydzą się Panki szczurów zalotem i ciemnymi zakamarki, a cieszą ich zarówno dziewcząt śmiechy, jak i dąsy, zaś nade wszystko raduje gromadzka uciecha. Bo gdy ich nawet która między rogi piąstką zdzieli, nie gniewają się wcale o to marchołty one sprośne; parskają tylko, otrząsną kudły i skoczą wraz do innej, szczypać ją słowem satyrów. Rychło patrzeć, jak za dąsami i gniewem taka skłonność wzięła kobiety ku nim, że się same ich psotom nastręczają: za kozią bródkę targają, kłują, czym się da, w łydy.
Oto wtuliła się któraś sama takiemu w kosmate łapy.