"Panku!..." - szepcze pieściwie. "Mhm?..." - wymrucza się cap w lubości. "Szpetnyś jak na pokaranie Boskie!" I wywinie mu się wraz z ramienia, cofa się tyłem, a łapkami trzepie: psoci ni ten kociak z kundlem grubym. Zbodnąć ją biegnie Panek drażniony, a wraz fletnie spod pachy wyciąga i gniew swój a jurność całą piosenką wyśwista, wytupocze w tańcu.
Owóż i druga garnie się ku niemu: ta już się nie tuli, a wprost ramiona na szyję mu zarzuca.
"Poskoczyłabym z tobą, kozodoju, żeś leciutki! Popędziłabym w pola, żeś wesół! I że się nie naprzykrzasz wciąż o jedno tylko jak pan mąż lub te żaki przylepne. Nacieszyłabym się naprzód sobą przy tobie, a potem dopiero może i czym innym - razem. Bo tak potrzeba nam, kobietom, aby wszystko w nas było komu lube: i śmiech nasz, i psota, i dąsy, i gniew srogi, i płacze - i rozdąsanie. Pobiegłażbym z tobą! popędziła w światy!"
"To się rozzuj wprzódy do kopytek - drażni ją cap - bym widział, czyś mi kamratka." "O, wa! myślisz?..." I już siedzi na ziemi, gdzie stała, ściąga ciżemki i pończochy i ciska to wszystko po kolei Pankowi na głowę. A targając się przy tej robocie, mówić nie przestaje:
"Niechże się choć rozzuję nie w pana-mężowe łoże a sobie na ochotę, na psotę, na nic chocia - o!... Myślisz, capie, gdy nam z wiankiem z głowy i młodą ochotę z duszy panu mężowi oddać trza w skrzynię pod klucze, że my to już starki nazajutrz, choć nas w szerokie szaty objuczą i stąpać każą jak tym kobyłom dla panów mężów godności... Myślisz, że się powstydzę? lub poboję? O, wej!... Niech się pan mąż pod górą pierzyny nasapie dziś pomstliwie, gdy ocknąwszy się nocką, sięgnie łapą jak po to swoje... a tu żonki - nie ma!... Naciesz się, nalubuj z pierzyną. - Wybuchnie śmiechem wysokim, zatreluje radości gamą, a przecie aż zgrzytliwie w tym weselu młodym. - Patrz, jakie mi pan mąż pończoszki ładne dziś kupił... Na, masz! - Rzuca mu je na głowę... - Jestem! Zaświstaj! Połańcu jem."