I gra mu wszystkich śmiechów niewieścich rozpryski na strunach, wszystkich psot i dąsów białogłowskich zakrętne pląsy, ich uporu nawrotne śpiewki, ich rozgwarne ćwierki pustoty, ich tkliwienia się rzewne na przeciwtonie fałszu, ich porywów wybuchy rozpętane, ich pychy korowody pawie - i cisze... pod wrzeciona warkotne wspominki, pod grzesznych rojeń kołysanki nowe...
"Wiem, wiem, szatanie, o czym to gędziesz sumieniu! - okrzyknie się mnich, nie podnosząc twarzy,- One to zawieruchy duszne wziąłem na się z grzechem rycerza! one w sercach naszych przemoce! Przemogły, przemogły i w lichym sercu moim! Nie pokutę wziąłem na się, a grzech żywy... Tęsknię!.,,"
"Nasyciłeś się gędźbą: ona zawsze tęsknotę żywi. Masz, bracie kwestarzu, skarbonkę zasobną, wytrząchnij za to choć grosik!"
"Jam wasz i ze szkatułą oną!"
A że mnich leży jak kłoda, choć niby wszystko oddaje, więc kompania wesoła sama ściąga zeń rzemień skarbonki. Ledwie trząchną jej grosiwem obfitym, a szał ich porwie i poniesie w skokach. "Bacche!... Bacche!..."
Zaś mnicha wtedy dopiero poderwało z ziemi i wwiało aż na schody kościoła. Z rozstawionymi ramionami okrzyknie się za nimi:
"Za to klasztoru okradzenie będzież mnie ona chociaż chciała, szatany?!"