"A przecie mniszysko ignorans jest. Choćby maszkar nie rozeznał, wiedzieć winien, co pisze światy Heronim w żywocie świętego Antoniego: że nie szatanów są natury, że i w pogaństwie nawet nie zostali satyrowie dzicy."

"Prawdaż to?" - zdziwią się żaki. Goliard widząc dzbany na stole, zawczas wycierał o połę łagiewkę drewnianą. I w oczekiwaniu na wino rad gwarzy:

"Na pustyni egipskiej zastąpił drogę świętemu stwór taki. I jął go prosić imieniem całego rodu swego: faunów, panków i satyrów, aby ich polecił królowi betlejemskiemu, o którym się zwiedzieli, że przyszedł na świat zbawić wszystkich. Że prawdziwie tak było, a wierzący w to duszy swej w pokuszenie nie wiedzie - pisze Hieronim - zaświadczyć mógł to potem lud mnogi, bowiem sprowadzono takiego za żywa do miasta Aleksandrii, czasu Konstantyna cesarza."

"A dziś? - zaciekawiła się skoczka, zatrzymując się przed nim z dzbanem - sali jeszcze Panki prawdziwe? choćby tam, za morzem?"

"Różnie różni powiadają. Są, którzy mówią, że gdy pani Diana postarzawszy się, wszystkie nimfy zazdrośnie wytępiła, cherlać poczęli i kasłać Pankowie. W takiej żałośności widziano go w Aleksandrii. I tak sczeźli pono. Zasię dziś? teraz?... By prawdę rzec, mnie się onych przytrafiało widzieć tylko śród ucieszników grodzkich pod sąsiadów oknami, ale w skórze zapożyczonej pono od bydląt."

  WQXYGXM WQGZGZM WQVVYBM WJXBZJM WJKKQJM