"A któreż to kłamią?" - wtrącił nagle bas gruby.
Tuż przy kadzi siedzi samotnie herold w czerwieniach, nie królewski przecie, a z wędrownych po zamkach. Rozwala się na stołku, miecz naprzód wystawia i pyta zadziornie: "Któreż to kłamią?"
"Kłamią, panie, wszystkie kobiety społem, życiu naszemu powszedniemu na ulgę."
"Ty sam łżesz na ten koniec - bo tak każe liche rzemiosło twoje. A na kobiety nie pyskuj, bo rycerz cię słucha!"
Żaki już pochowały nosy w kułaki i parskają w nie nad tym wystawnym rycerstwem ledwie pasowanego gbura. Z gęby przecie widać: nie pan to żaden, a człek chudorodny; pełny trzos tylko odyma go w takie rycerstwo szumne. Mają bo dziś pieniądze heroldy - ho, ho! - więcej niźli kiedykolwiek miewali waganty. Bodaj to dziś rycerzom, biskupom i opatom znaki tarczowe ich przodków wy, kładąc, każdego od króla Dawida lub Scypiona afrykańskiego wywodzić! Zaś to zasadzanie się dziś panów na kupców juki i wory - owszem - chwalić. Baczyć natomiast, by rycerz nie brał takiej żonki w łoże, na jaką mu herold nie pozwoli. Ogłupili ich przecie do tyla!
"Wiodła niegdyś Muza rycerzy i na boje święte! - myślą smętne żaki. - Hej, gdzie te czasy! Milsza dziś na zamkach heroldów Muza. Onaż to zaparła przed wagantami wrota zamkowe i opactw furty."