"Wiedz, pyszna kobieto, że są godniejsze pięknych wierszy i biskupich nad nimi delektacji. Niewiasty które pacierzem, postem i jałmużna Pana Boga i świętych w niebie ciesząc kwitną przy krosienkach w obyczaju poczciwości. Tylko że onych piękno ledwie chóry anielskie wygłosić potrafią. Dlatego tez grzeszny poeta śpiewać musi o podlejszych."
Ale ona była już w pomszczeniu, więc zatrzymała myśl na ciekawości dla się w tej chwili najważniejszej. Ciągnie go za rękaw, uchyla mu znów czarkę od ust.
"Powiedz: te nimfy?... jakie one z siebie były?" Goliard był wciąż jeszcze markotny za to zohydzenie wiersza jego w odbębnieniu żaków.
"Nic o nich na pewno powiedzieć się nie da! - odmruknie na jej zapytanie. - Nie sprowadzano takich za żywa do miasta Aleksandrii, czasu Konstantyna cesarza."
"Nie kasłaj, nie kasłaj, stary!"
"Schłysnąłem się winem, niedobra! I zapamiętałaż mściwie o tym kaszlu!... A przecie mnie starym zowiesz? Czym siwy, czym krzywy? swarliwy?" "Aleś klerk: oświecony."
"E h e u! gorzkie laury twoje, nauko, przed kobietami!... Niestarym, póki mater Venus, przy tobie tak szczodrze subsidit amori."
"Dulcia stipendia!" - mamrotał coś do się po chwili, ledwie trafiając wargami na wrąg łagiewki. Bo chwiał się już na ławie.